sobota, 13 czerwca 2015

33. " I can't see anything "

Nobody's POV :

Minęły dwa tygodnie od momentu wypadku, po którym Madison znalazła się w szpitalu.  Nie miała żadnej informacji od ojca o matce, która przestała się do niej odzywać oraz o Justinie. Nie wiedziała czy wciąż jest w Norwegii czy też wrócił do Stanów. Stan fizyczny dziewczyny polepszał się, co mogło oznaczać tylko jedno- będzie mogła zobaczyć się z Justinem. Natomiast wciąż  cierpiała na ataki schizofrenii przy większym stresie i niekontrolowane napastnik złości. 

Madison leżąc spokojnie na szpitalnym łóżku i rozglądając się po pokoju próbowała zabić panującą nudę.  Nagle drzwi otworzyły się, a do środka wszedł dobrze znany dziewczynie lekarz. Uśmiechnął się i sięgnął po kartę z wynikami swojej pacjentki. Mruknął cos pod nosem i podszedł do dziewczyny siadając na skraju łóżka.
- Wykonam kilka badań, które pozwolą mi ocenić jak wiele potrwa leczenie. Sprawdzę twoje kręgi szyjne i cały kręgosłup, a później te wszystkie rany kłute na ciele - powiedział patrząc z uśmiechem na twarz Madison. 
Beer powoli pokiwała głową i obróciła się na brzuch.
- Musisz to robić jeszcze wolniej. Jesteś po upadku z dużej wysokości.  - powiedział lekarz klękajac jednym kolanem na łóżku. Zaczął powoli badać okolice kręgosłupa dziewczyny sprawdzając, które miejsca mogłyby być poddawane dalszym urazom.
- Z tego co widzę żadne bóle już nie występują. A co z szyją?  - powiedział odchodząc do karty przebiegu leczenia Madison.  - Boli Cię jak poruszasz, przekręcasz? Ewentualnie jak ją zginasz?
- Nie - odpowiedziała Madison śledząc wzrokiem lekarza, który dokładnie uzupełnial kartę z wynikami badań. 
W końcu zamknął długopis i wsunął go w przednią kieszeń swojego lekarskiego fartucha. 
Uśmiechnął się grzecznie.
- No dobrze. Teraz chciałbym zobaczyć ranę na żebrach. - odpowiedział odkładając dokumenty w rogu łóżka. 
Kiedy opatrunek był widoczny mężczyzna pochylił się i zdjął opatrunek.
- No cóż. Wdało się zakażenie, ale już ustępuje. Ten nóż musiał być bardzo zabrudzony; a poza tym głęboka rana potrzebuje natychmiastowego działania.
Dziewczyna westchnęła cicho i spojrzała na lekarza.
- Będę miała po tym bliznę?  - zapytała ostrożnie.
- Nie. Spokojnie.
Dziewczyna uśmiechnęła się i spojrzała na lekarza. Po chwili jej wzrok powędrował w stronę okna.
- Wszystko w porządku?

Madison's POV : 

- Wszystko w porządku?
- Tak. Dziękuję. 
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a do pomieszczenia wszedł umundurowany mężczyzna. A obok niego stał drugi. Obaj w średnim wieku i z posiwiałymi włosami na skroniach.  
Jeden z nich powiedział coś po norwesku do lekarza, a ten pokiwał ze zrozumieniem głową. Otworzyłam szerzej oczy nie wiedząc o co chodzi.
- Panowie chcą cię przesłuchać. Jeden z nich jest tłumaczem, a drugi pracownikiem tutejszej policji. - powiedział i zaczął kierować się w stronę drzwi.
- Ale w jakiej sprawie?
Mężczyzna wzruszył ramionami i wyszedł. 
- Witam.  Nazywam się Adam Collins i jestem tłumaczem śledczym. Będę świadkiem dzisiejszego przesłuchania w sprawie... - tutaj zrobił przerwę i spojrzał na kartki,  które wcześniej trzymał pod ręką- pana Justina Biebera. Kolega to porucznik Thomas Bierner.
Justina?! O co do cholery chodzi?
Najpierw odezwał się Norweg. 
A tuż za nim tłumacz.  
- Czy jesteś spokrewniona z Justinem Bieberem?  Jeżeli nie to jak długo się znacie i kiedy się poznaliście. 
- Nie. Nie jestem z nim spokrewniona, jest moim... my.. jesteśmy parą... chyba.
- Chyba? - zapytał tłumacz. 
Coś mi przestało tu pasować.
- Dlaczego nie przekłada pan tego co ja mówię do pana policjanta?
W tym momencie szybko przetłumaczył moje słowa. Policjant zadał pytanie. 
- Jak długo się znacie i kiedy się poznaliście?
- Kilka miesięcy temu. W klubie, którego  jest właścicielem. 
Policjant zanotował to co powiedziałam.
Następne pytania dotyczyły naszych relacji oraz wyskoku z okna hotelu. To nie było zbyt mile dlatego niektóre pytania były przeze mnie pomijane. 
- Så jeg må konkludere med at du ikke vet noe om biltyveri , drapsforsøk og skade på nærliggende bar?
- Huh?  - spojrzałam na tłumacza. 
- Czyli ja mam wnioskować, że nie wie pani nic o kradzieży aut, usiłowaniu morderstwa oraz zniszczenia pobliskiego baru - powtórzył Collins.
Kiedy wybuchnęłam ze złości zostało mi to wszystko wytłumaczone. Mężczyźni okazali mi akta Justina, w których roiło się od zeznań świadków, numerów dowodów i zdjęć.  Nie mogłam wierzyć własnym oczom, uszom i innym zmysłom, których jeszcze nie postradałam. Chciałam płakać. Krzyczeć.  Wrzeszczeć. 
Kiedy wyszli upadłam na poduszkę z płaczem czując jak mój świat się zawala.  Zakochałam się w bandycie.  W bandycie bez serca i rozumu. Ale ja kochałam tego bandytę, kochałam go najmocniej. Chwyciłam za lampkę nocną i rzuciłam nią przez środek pokoju pomimo bólu kręgosłupa. Czułam jak wszystko chce ze mnie wyjść, a ja nie zamierzałam tego powstrzymać.  Zaczęłam krzyczeć i piszczeć w nerwach, których nie byłabym w stanie uspokoić.
- Mówiłem, że nie jest tym za kogo się podaje.
Te głosy.  Ktoś tu jest. 
- Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz?
- Twojego strachu.
Co? Czułam za sobą czyjąś  obecność dlatego szybko zeszłam z łóżka. Upadłam na podłogę, ponieważ mój kręgosłup nie wytrzymał tego przeciążenia.
- Zostaw mnie! - krzyczałam i rzucałam wszystkim, co tylko znalazło się pod moimi rękami.
- Możesz ode mnie uciekać, ale ja i tak cię znajdę.
- Nie!  Nie! Nie!
Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie od tyłu i podnosi.
- Puść mnie!
- Proszę się uspokoić!
Poczułam się tak jakby ktoś rzucił mnie na twardą podłogę i silna ręką zakrył moje oczy i chwycił za nadgarstki i kostki od nóg. 
- Uspokoj się. 
Zaczęłam piszczeć nie chcąc juz nic widzieć. Bałam się. Okropnie się bałam. 
- Proszę podać dożylny środek uspokajający.
Po kilku sekundach poczułam igłę w lewym ramieniu.  Rozchyliłam usta oddychając krótko i płytko.  Kilka poklepań po policzku.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą lekarza.
- Proszę się uspokoić. Jest pani bezpieczna.
Zmarszczyłam brwi, a wtedy poczułam osłabienie i opadłam bezwładnie na łóżko wtapiając się w materac. I nie widząc już nic. Nic.

______________

Powoli zbliżamy się do końca opowiadania! :)