CZYTASZ = KOMENTUJESZ! !
Nobody's POV. :
Po wyjściu Justina Madison wciąż siedziała w łazience, załamana tym co powiedziała i dodatkowo przytloczona tym jak duży błąd popełniła.
Uniosła się z podłogi i wybiegła z łazienki kierując się na balkon. Spojrzała przez okno i nie zobaczyła nic, co mogłoby ją zainteresować. Na ulicach toczyło się normalne, codzienne życie, dlatego Madison wyszła na balkon zapinając guzik od swoich spodni i zakrywając piersi ukryte pod stanikiem. Zadrżała czując jak chłodne powietrze owiewa jej połnagie ciało. Westchnęła chowając się sppwrotem do pokoju hotelowego a następnie wchodząc do łazienki. Odkręciła wodę, żeby ta spokojnie mogła napełniać wannę, a sama powoli zdjęła z siebie ubrania i stała przed lustrem i wpatrywała w swoje odbicie. Przygryzła dolną wargę i wyprostowała plecy przez co jej piersi wizualnie się powiększyły.
Madison's POV :
Uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili znowu przygryzłam dolną wargę.
No dobra Madison. Zjebałaś sprawę, dlatego teraz to odkręcisz. Tylko niech wróci.
Przygryzłam dolną wargę i uniosłam wyżej swój podbródek.
Przecież nie możesz od tak go traktować tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś cię skrzywdził.
Nagle coś upadło na podłogę z dużym hukiem. Podskoczyłam do góry ze strachu i spojrzałam w tamtą stronę. Wazon z kwiatami stojący na półce w ścianie nagle spadł rozbijając się na milion kawałków. Czy ktoś jest tutaj?
Przecież wazon sam z siebie by nie spadł. Szybko rozejrzałam się wokół, ale nikogo w łazience nie było. Nałożyłam na siebie szlafrok szybko wychodząc z łazienki. Zobaczyłam jakiś cień stojący przy balkonie.
- Ha-halo? - powiedziałam do postaci.
Cisza. Zmarszczyłam brwi podchodząc bliżej do cienia.
Nie, tylko nie to.
- Myślałaś, że pozwolimy ci odejść od tak? - szepnął męski głos. Niski męski głos.
- K-kim jesteś? - powiedziałam drżącym głosem.
- Twoim wyobrażeniem.
Co? Zmora? To jest wytwór mojej wyobraźni, z którym rozmawiam? Postradałam zmysły.
- Podejdź do mnie, a wytłumaczę ci kilka rzeczy - odpowiedziała postać. Pokiwałam przecząco głową, a postać zaczęła się zbliżać. Zaczęłam się wycofywać.
- Jesteś nic nie warta. Po co męczysz się ze swoim oszpeconym ciałem? Zobacz jak wyglądasz.
Spojrzałam na siebie i zmarszczyłam brwi. Zmora ma rację.
- Jesteś w wieżowcu, sama w pokoju. Nie sądzisz, że to dobry pomysł, żeby zakończyć swoje cierpienie?
Zamknęłam oczy.
- Pomyśl jak dużym ciężarem będziesz dla swojego ojca, jak źle potraktowałaś tego chłopaka, który przyleciał tu z Nowego Jorku. Tylko po to, żeby cię uratować.
To prawda. Jestem skończona, po tym wszystkim. Oni powinni mnie zabić i potem się mną bawić. Przecież ja jestem juz skończona. Skończona.
- Jesteś już skończona. Słyszysz? Skoń-czo-na.
Coś delikatnie mnie popchnęło, żebym zaczęła iść w stronę balkonu. Otworzyłam duże drzwi wychodząc na zewnątrz. Oparłam się o balustradę i spuściłam głowę.
Na dworze zachodziło słońce powodując, że wokół robiło się coraz ciemniej.
- Wejdź.
Wspięłam się na poręcz i stanęłam na niej trzymając się czegoś na kształt winorośli oplatających balkon. Skąd to się tu wzięło? Stałam tak długą chwilę wpatrując się w tłum gromadzący się pod hotelem i krzyczącym, żebym tego nie zrobiła.
- A co z tym chłopakiem, który się tobą bawił?
- Nazywa się Justin! - krzyknęłam.
- I tak by cię zostawił.
- Nigdy by mnie nie zostawił! Kocha mnie!
- Nie wiesz co to jest miłość. Jesteś beznadziejna we wszystkim co robisz.
- Zostaw mnie!
- Nie ominę tego widowiska. Jak powoli będziesz lecieć w dół.
- Nienawidzę swojego życia!
Odwrocilam się do tyłu, żeby spojrzeć temu komuś w oczy. Kiedy to zrobiłam zobaczyłam, że nikogo tam nie było. Czy ja kłóciłam się z własnymi myślami?
Poczułam jak tracę równowagę.
Spadam.
Tato wybacz mi.
Mamo wybacz mi.
Justin, kochany, wybacz mi.
Nagle poczułam coś pod plecami.
Nobody's POV :
Justin powoli wracał ulicami Oslo, kiedy zobaczył tłumów ludzi pod hotelem. Zmarszczył brwi i zaśmiał się patrząc na wystraszonych ludzi.
- Dzwońcie po policję! Szybko!
Kilka osób trzymało przy uchu telefon i dzwoniło gdzieś bardzo szybko wypowiadając pojedyncze słowa.
Obok chłopaka przebiegła kobieta mało co go nie wywracając.
Chłopak będąc zmieszanym zaczął się rozglądać.
- Jakaś dziewczyna chce wyskoczyć z okna! - krzyczała kobieta do telefonu, a następnie szybko podała adres hotelu.
Justin podbiegł do tłumu i spojrzał w górę, czyli w kierunku gdzie patrzył każdy ze stojących. Zobaczył tam drobną postać Madison owiniętą szczelnie szlafrokiem. Krzyczała coś tak jakby z kimś rozmawiała, ponieważ co chwilę odwracała się w jedną stronę.
- O nie, znowu ma napady schizofrenii- szepnął pod nosem chłopak szybko wybiegając z tłumu.
Justin kierował się do schodów nie mając czasu na czekanie na windę. Wbiegał co trzy stopnie nie czując nic poza chęcią uratowana Madison.
Czwarte piętro.
Siódme.
Dziewiąte.
W końcu znalazł się na odpowiednim piętrze. Szybko przebiegł długi korytarz i szarpnął za klamkę otwierając drzwi.
- Nienawidzę swojego życia! - krzyknęła dziewczyna zaczynając płakać.
- Madison - powiedział, kiedy dziewczyna odwróciła się przodem do pomieszczenia, otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie straciła równowagę i spadła w dół z krzykiem.
Chłopak szybko wbiegł na balkon i wychylił się za szczebelki nie wiedząc dokładnie co robić.
- Nie! - krzyknął upadając na kolana i zaczynając płakać.
To było silniejsze od niego, rozpacz ogarnęła jego ciało.
- Kurwa! - krzyknął na całe gardło nie mogąc odpędzić od siebie tej boleści.
Nagle usłyszał krzyk radości i brawa tłumu stojącego pod hotelem.
Spojrzała dół i zobaczył jak ciało Madison leży na specjalnym materiale straży pożarnej, a zajmują się nią ratownicy medyczni.
- Dziękuję Ci, Boże. Kurwa, dziękuję Ci z całego serca, że ją uratowałeś - powiedział chłopak i wstał szybko zbiegając na dół, żeby jak najszybciej znaleźć się przy swojej ukochanej.
Dlaczego ją opuścił? Gdyby tego nie zrobił to nie doszłoby do tego.
Szybko znalazł się na dole i biegł próbując przepchnąć się przez tłum.
- Przepuśćcie mnie, Kurwa! - krzyczał aż w końcu znalazł się przy Madison, która trzęsła się z zimna. Na miejscu był już jej ojciec i jego ochroniarz /szofer.
- Madison. ..
- Justin - szepnęła i szybko się do niego przytuliła chcąc poczuć się bezpiecznie.
- Przepraszam.
- Za co mnie przepraszasz? - szepnął chłopak.
- Za wszystko.
- Nigdy już nie odejdę od ciebie nawet jeżeli będziesz tego chciała - powiedział Justin i uśmiechnął się delikatnie patrząc na twarz dziewczyny.
- Jesteś nienormalna, wiesz o tym?
Dziewczyna pokiwała głową patrząc smutno na chłopaka.
- Ale dlaczego? - zapytał.
Nagle Justin został odsunięty z siłą od Madison i powalony na ziemię.
- Co panowie robią?! - krzyknął pan Beer.
- Zostawcie go! - wrzasnęła Madison próbując wstać, ale nie mogła, bo upadek na materiał spowodował ból pleców.
Justin został skuty w kajdanki i przygnieciony do ziemi przez jednego z policjantów.
- Komendant Birner -powiedział młody mężczyzna pokazując legitymację policyjną ze wszelkimi danymi. - Chłopak zostaje zatrzymany pod zarzutem wszczęcia bójki, zniszczenia wyposażenia baru oraz spowodowanie ciężkich obrażeń na ciele. Będąc pod wpływem alkoholu.
- Co?! - krzyknęła Madison.
Justin został podniesiony z ziemi i poprowadzony do policyjnego radiowozu, gdzie został wepchnięty jak więzień.
- Pójdziesz do pierdla za to, co zrobiłeś- powiedział policjant i zatrzasnął drzwi.
__________________
JEDNO WIELKIE WOW. CO SIE WYRABIA :O
OdpowiedzUsuńrozdzial super i czekam na kolejny x
Dziękuję. Następny pojawi się w weekend :*
OdpowiedzUsuń